piątek, 18 maja 2012
Przepuklina pooperacyjna. Jelito wyszło mi na 8 cm więc niema tragedii. Jedynym sposobem wyleczenia przepukliny jest operacja. Póki co stan nie wymaga natychmiastowej interwencji mam na to ok 6 miesięcy o ile nie będę się przemęczać, nosić ciężarów itd. Haa tylko jak to zrobić przy Bartku? , mężu który jest po operacjach i przez kilka miesięcy nie może się przemęczać. Najlepiej gdybym zrzuciła jeszcze 10 kg wtedy ryzyko komplikacji będzie mniejsze. Chudnąc mam zdrowo, nie za szybko i mam zapomnieć o drastycznych dietach. Mam być dobrze odżywiona i mam zapomnieć o siłowni. To ostatnie jest dla mnie straszne, bo ja się uzależniłam od siłowni. Do operacji będę pod stałą opieką chirurga w razie czego gdyby przepuklina się powiększała pod nóż będę musiała iść natychmiastowo. Lekarz uświadomił mi że mam obrzydliwy brzuch, na dzień dzisiejszy zwisa mi ok 10 cm fałdu skórnego i po zrzuceniu kolejnych 10 kg będzie drugie tyle. Niestety skóra sama się nie wchłonie więc ze względów estetycznych fajnie było by zrobić plastykę brzucha przy okazji operacji przepukliny. Wszystko cacy tylko koszt! Taka przyjemność to wydatek między 15 a 20 tys zł! Dla mnie to astronomiczna suma i nie wiem czy ją uzbieram a gdyby nawet to nie wiem czy jestem w stanie wydać taką kwotę na poprawę swojego wyglądu. Tata czuje się lepiej, jeszcze w szpitalu nieleczony na nic! Okazało się że zapalenia płuc niema! ale antybiotyki dostaje tak na zapas! Hemoglobina na poziomie 3,9 ale dla lekarzy to jeszcze nie stan potrzebny by przetaczać krew, której i tak nie mają! Zostawię to bez komentarza, choć gdy już złożę skargę to nie omieszkam ją tutaj zeskanować, przesłać do lokalnych gazet i telewizji! Paweł czuje się dobrze, chociaż wczoraj przeżyłam chwile grozy gdy podczas zmieniania opatrunku prysnęła mi ropa z rany. Puściły dwa szwy i z rany wyciekło mnośtwo ropy. Chirurdzy ze szpitala mówią, że to normalne. Innego zdana jest nas chirurg z przychodni, który wyczyścił ponownie ranę i teraz to on zajmie się Pawłem w należyty sposób.
sobota, 12 maja 2012
Zaraz wyskoczę z okna normalnie. Nie żartuję! Szkoda że na niskim parterze mieszkam! A teraz poważnie. Podejrzewam że mam przepuklinę. Brzuch pobolewa mnie hmmm od cesarki, przy każdym kichnięciu, kaszlnięciu, gwałtownym ruchu. Taki mocne kłucie w prawej stronie brzucha. Do wczoraj myślałam, że to po cesarce takie normalne. Od kilku dni ból się nasilał a wczoraj wyczułam - zauważyłam wielką pomarańczę która wystaje w prawej strony. Boli gdy się naciśnie. Gdy stoję nie widać jej bo tłuszczyku mam dużo, ale jak się położę na płasko to normalnie widać wielkiego guza. Czytam i czytam i wychodzi na to że to przepuklina. Czytam dalej i to może być przepuklina po operacyjna. A lekarstwem jest OPERACJA. Ok nie kraczę. Bo żadnej operacji sie nie poddam, póki owy guz nie urośnie do wielkości mojej głowy. Teraz jest mało widoczny ochroniony przez warstewkę tłuszczu. Nie mniej jednak już jestem umówiona do internisty a w piątek do chirurga. Zna ktoś jakiegoś czarownika, który odpędza złe moce? Nie da się ukryć że mam pecha. Paweł zdrowieje w błyskawicznym tempie, molestuje mnie o ciasta, ciasteczka a gdy ten ma chętki na słodycze to znak że zdrowieje. A mój Tata, no cóż. Człowiek chory na nowotwór który ma ostrą anemię i potrzebuje się z niej wyleczyć by dostać kolejną serię chemioterapii jest leczony w szpitalu na zapalenie płuc. Ze względu na brak leków na anemię lekarze nic nie robią. Zrobiłam dzisiaj wielką awanturę, po tym jak lekarz mnie wyśmiał. Poprosiłam tylko o receptę na potrzebne leki do leczenia anemii i powiedziałam, że sama je kupię. Ten mnie wyśmiał a na koniec stwierdził że w szpitalach nie można leczyć lekami przyniesionymi przez pacjentów. Poprosiłam by dał mi to wszystko na piśmie, chcę to mieć na jutro rano góra na poniedziałek. Potem pójdę z tym do RPP. Po ostatnim wpisie na serio myślałam, że jeżeli stworzę na blogu zakładkę o szpitalach to może ten pech już minie i wreszcie odpoczniemy od naszej "służby" zdrowia. Machnęłam ręką i proszę oto efekt. Latam między jednym a drugim szpitalem. W pierwszym jest małżonek, który ostatecznie przeszedł jeszcze dwie operacje. O mały włos a .......... Ale nie będę opisywać tego koszmaru, bo dzisiaj jest już dobrze, na tyle że mąż chce laptopa i nie chcę by przeczytał co się działo. Leki narkotyczne na szczęście ograniczyły jego świadomość i nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. A drugi szpital choć na tej samej ulicy też odwiedzam, bo trafił tam mój tata. Zapalenie płuc + ostra anemia. Trzy raz powtarzali wyniki morfologii bo lekarze myśleli że to jakiś błąd. Przy takiej anemii dziwią się że tata jeszcze żyje. Potrzebne są transfuzje krwi, ale uwaga w szpitalu nie ma jakiegoś leku który podaje się z krwią więc do poniedziałku jest tylko leczony na płuca. Niestety to nie wszystko na RTG płuc wychodzą dziwne guzy świadczące o tym że rak i te zaatakował. Uwierzcie mi chciała bym tu napisać o czymś innym, ale nic mnie nie cieszy, popadam w jakąś depresję. Winy we wszystkim upatruję w sobie.
wtorek, 08 maja 2012
Tytuł poważny bo sytuacja jest poważna. Mam już dość tego fatum krążącym nad moją rodziną. Ja się pytam kiedy to się skończy? Czy nie możemy żyć normalnie, bez wpadek, chorób i całego tego przekleństwa? Wszystko zaczęło się wczoraj. Paweł uskarżał się na straszny ból brzucha. Ja oczywiście to zbagatelizowałam, baaa wyśmiałam go i wyzwałam od hipochondryków. Myślałam, że to po kolacji z dnia poprzedniego bo kto na kolacje o 23 zjada trzy camemberty smażone w panierce i trzy parówki. Paweł wcześniej się zwolnił w pracy bo nie był w stanie pracować. W domu się pogorszyło. Pojechał na pogotowie - > Tam po 5 godzinach oczekiwań w bólach Pani chirurg odesłała go z kwitkiem i receptą na Ketonal. W domu dalej bolał więc znowu pojechał na IP tam zbadali krew i mocz nic szczególnego nie stwierdzili, dali dwie kroplówki Ketonalu i wysłali do domu! O 23 zaczęło się piekło bo kroplówki nie pomogły a pogorszyły sprawę, zaczęły się wymioty z krwią i omdlenia. Przyjechała karetka i wzięła do szpitala. Niestety dyżur miał ten w którym dwa razy już tego dnia wylądował. Zdecydowali się zatrzymać go na noc na obserwacji, zero badań tylko kroplówki rozkurczowe i przeciwbólowe. O 5 rano zrobili szybko USG i rentgen i okazało się że wyrostek pękł, wdało się ostre zapalenie otrzewnej, zapalenie woreczka żółciowego a przez kroplówki rozkurczowe pękły wrzody żołądka. Decyzja że operacja jest potrzebna na już! Już oznacza według szpitala o 14! Bo uwaga w szpitalu w którym jest oddział chirurgiczny nie ma na etacie chirurga który operuje! Operacja trwała 2,5 h Nie wiem czy jest po wszystkim bo dalej bardzo cierpi. Powinno się poprawić a boli go dalej. Obawiam się, że może coś przeoczyli. Dostaje mnóstwo zastrzyków przeciwbólowych i kroplówek a twierdzi że ból jest taki jak przed operacją. A ja rano miałam byłam na ostatecznym etapie naboru na urzędnika państwowego i z tego wszystkiego poszło i fatalnie, proste pytania a ja myślałam jak się czuje Paweł. Koszmar. Nie mówię już o tym, że zamiast siedzieć przy mężu ja siedziałam w pracy bo moja przełożona nie widziała możliwości bym dostała wolne!
sobota, 05 maja 2012
Majówka udała się Filipowi do tego stopnia, że nie chciał wracać. Proste równanie Filip + wieś = pełnia szczęścia Pradziadkowie są z niego bardzo zadowoleni, otrzymują od Fifka taką pomoc, że czasami musieli go przystopować. Wstawał co świt by wydoić krowy z pradziadkiem, karmił kury i indyki, pielił grządki, jeździł z pradziadkiem traktorem i nawadniał pola, pomagał w kuchni, zbierał jajka i mnóstwo mnóstwo innych gospodarczych zadań. Do wszystkiego sam się palił i jak pisałam, pradziadkowie musieli go odpędzać od trudniejszych lub niebezpieczniejszych zadań np gdy trzeba było wejść na dach i przybić kilka dachówek. I my skorzystaliśmy z jego wizyty u pradziadków a mianowicie mamy kilka kur, indyka, swojskie kiełbaski, ziemniaczki, warzywa i 300 ekologicznych świeżych jaj! Filip od rana do wieczora brykał i nie miał czasu by porozmawiać z nami przez telefon, a gdy już jakimś cudem był uchwytny to pierwsze co padało z jego ust to "Jak się czuje Bartoszek?" Ogólnie pytał tylko o Bartka i mówił jak za nim tęskni. Po powrocie uściskał wszystkich gorąco ale najbardziej Bartka, który na widok Filipa zaczął się histerycznie śmiać. Oboje teraz nie odstępują siebie ani na krok. A nasze serca śmieją się z radości bo nie sądziliśmy, że między nimi będzie taka duża więź braterska
niedziela, 29 kwietnia 2012
A miało być tak pięknie. Miał być wyjazd w góry, miało być zdobywanie szczytów a jest wielkie g..... Jak już udało mi się wywalczyć dwa dni wolnego, tak u małżonka wielka klapa. Miało być wolne a jest gorzej. Przywalili mu z dnia na dzień dyżur na magazynie. Uwaga dyżur trwa 72 godziny! W poniedziałek znowu pierwsza zmiana i we wtorek 12 h w pracy + ewentualny dyżur na telefon. O wszystkim dowiedział się w piątek, co gorsza normalnie taki dyżur jest bardzo dobrze płatny a tym razem zarząd zdecydował że te dni będą do wybrania, bo firma za duże koszty ponosi. Tak więc z wypadu nici. Jedynie Filip coś skorzysta bo dziadkowie zabrali go na wieś, skakał z radości bo on tak bardzo kocha wieś i pradziadków. Noc przed wyjazdem prawie nie spał z podniecenia. Wstał już o 6 rano i czekał w oknie aż dziadkowie po niego przyjadą. Tak więc siedzimy z Bartoszem w domu i zwiedzamy samotnie okoliczne parki i lasy. Ott co.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Dzisiaj ostatni dzień laby. Od jutra trudna szara pracowa rzeczywistość. Miałam to szczęście i dwa tygodnie spędziłam w domu, początkowo na L4 ze względu na ciężką chorobę Bartka a potem okazało się, że mam zaległy urlop z 2010 r., który muszę obowiązkowo wykorzystać. Te dwa tygodnie były bajeczne, bardzo brakowało mi takiego nic nierobienia ale najbardziej brakowało mi tego obcowania z chłopakami. W tym wirze codziennej pracy i obowiązków zapomniałam ile radości mogą przynieść tak błahe i frywolne rzeczy jak chociażby poranne wygłupy, wspólne karmienie się jedzeniem czy obserwowanie postępów rozwojowych roczniaka. Codzienne obserwowanie rozwoju Bartka dało mi tyle siły, że teraz mogę góry przenosić. Kolejne takie wolne dopiero podczas długiego majowego weekendu a potem dopiero w sierpniu, no chyba że po drodze przydarzy się jakieś zwolnienie czy zmiana pracy. Oprócz zębowego dorobku Bartosz może pochwalić się nowymi umiejętnościami jak mówienie "papa" z jednoczesnym machaniem rączką. Papamy sobie gdy kogoś żegnamy, gdy chcemy iść na spacerek. Uwielbiamy huśtawki na które mówimy "huhu". Czeszemy swoje włoski grzebykiem, oraz wydzieramy ostatnie kłaki mamie co sprawia nam wielką radość (czyt. radość dziecku nie mamie). Oraz ostatni hit bawimy się! Ulubiona zabawa to zabawa w chowanego. Ott tak mama liczy a bartosz się ukrywa. Mama udaje, że syna znaleźć nie może podczas gdy ten wydaje różnego rodzaju odgłosy z miejsca ukrycia (coś w rodzaju "hihi" "psi"). Potem Bartosz udaje, że liczy zakrywając sobie rączkami oczka a mama się chowa. No tyle, że mały spryciula przez paluszki podgląda i zawsze wie gdzie duża mama się ukrywa. Radość dziecka kiedy odnajdzie mamę lub kiedy mama odnajdzie dziecię nie do opisania :-) A Filip ...... to inny chłopiec, ta jego radość gdy odbieram go z przedszkola, gdy razem gotujemy, sprzątamy, bawimy się z Bartoszem. Ostatnie dwa tygodnie strasznie nas do siebie zbliżyły, tak bardzo że nie poznaję własnego syna. Ehh gdybym tak mogła decydować i więcej czasu poświęcać z chłopakami. Ale moje decyzje i kroki jakie podejmują dążą do tego ...
piątek, 20 kwietnia 2012
Czytałam mnóstwo poradników, tych wiekowych i tych nowoczesnych, ale żaden naprawdę żaden nie dał mi tyle do myślenia co „Twoja kompetentna rodzina” Jespera Juula. Przeczytałam go jednym tchem wczoraj i dzisiaj ponownie. Żaden poradnik, żadna książka nie dotarła tak do mnie i nie uświadomiła podstawowych rzeczy ...... „Najpierw trzeba poznać własne dzieci i siebie samych jako rodziców. Wychowywanie jest uczeniem się przez praktykę i szukaniem własnej drogi. Dzieci nie potrzebują doskonałych rodziców, ale autentycznych ludzi z krwi i kości, którzy może nie wiedzą wszystkiego ale za to są stale gotowi, żeby się rozwijać” „Gdy wasze dziecko zaczyna zachowywać się w sposób dziwny lub niepokojący, należy to rozumieć jako wołanie o pomoc. Zauważywszy coś takiego szkoda tracić czas na dyskutowanie o samych tych zachowaniach, bo są one tylko symptomem. Właściwy problem znajduje się gdzieś w otoczeniu dziecka. Często potrzeba dużo czasu i wyobraźni, by go odkryć. Szkoda więc je tracić na dyskutowanie o samym dziecku co jest dla niego bardzo nieprzyjemne, a w najgorszym wypadku może jeszcze zaognić sytuację. Proszę więc zawsze pamiętać, że problemem nie jest dziecko ani jego wina, lecz odpowiedzialność dorosłych. Niektórym osobom nie jest łatwo uświadomić to sobie. Często dobrze jest wesprzeć się pomocą specjalisty.” „Kiedy będziemy szanować słowa dziecka i wspólnie z nimi szukać rozwiązania, również one nauczą się szacunku do innych ludzi i ich granic. Jeśli zaś rozpoczniemy walkę z nimi, to i one będą potem zawsze dążyły do konfrontacji i walki.” „Dzieci mogą i chcą traktować poważnie swoich rodziców, ale najpierw muszą doświadczyć tego, że same są traktowanie poważnie i że rodzice traktują siebie nawzajem z takim samym szacunkiem.” „Jednak najczęstszą przyczyna agresji jest poczucie, że nie jesteśmy dla naszych bliskich kimś tak wartościowym, jak byśmy chcieli.” „Rodzice, którzy opanowali sztukę poważnego traktowania dzieci, sami są przez nie traktowani poważnie. Wiąże się to przede wszystkim z powstrzymywaniem się od krytyki, upokarzania i wyśmiewania” Od pewnego czasu walczymy z Filipem, chodzimy po psychologach i szukamy metody by Go zmienić, by wychować go na wartościowego człowieka, by rozwiązać jego problemy. No właśnie skupiamy się z mężem na nim a w ogóle nie bierzemy pod uwagę, że Jego problemy wzięły się od nas! Po przeczytaniu jednego rozdziału zaczęłam się zastanawiać nad naszą rodziną, czy to możliwe że zachowanie Filipa to symptom tego co się u nas dzieje? Niestety to może być powód jego agresji, nieposłuszeństwa i kłopotów w przedszkolu. Zaczęłam analizować nasze życie i doszłam do smutnych wniosków. Jeżeli tylko małżonek wyrazi zgodę, musimy popracować nad naszymi relacjami na poziomie mąż-żona oraz rodzice-dzieci, inaczej nie rozwiążemy narastających problemów. Wiem, że bez pomocy kogoś z zewnątrz się nie obejdzie. Szkoda, że Pani psycholog nie uświadomiła nam tego wcześniej, wtedy równorzędnie z terapią Filipa my moglibyśmy zacząć terapię „rodzinno-małżeńską” Nie będę opisywać naszych problemów które biorą się przede wszystkim z braku dialogu, z braku konstruktywnej dyskusji oraz brakiem stawiania i szanowania swoich granic oraz granic innych. No właśnie to rozdział poświęcony granicom dał mi dużo do myślenia. Nie potrafię stawiać jasnych granic a co za tym idzie nie potrafię ich przekazać i egzekwować od członków rodziny. Co gorsza nie szanuję granic jakie stawia Filip, nawet ich nie dostrzegałam, ignorowałam i traktowałam jako akt nieposłuszeństwa i niepodporządkowania. Czas nad tym popracować, czas nauczyć się stawiać własne granice, czas nauczyć się jasno je komunikować ale przede wszystkim czas respektować granice jakie stawia dziecko. Dzieci nie mają problemu z komunikowaniem i stawianiem swoich granic, to my rodzice błędnie je interpretujemy. Już nawet Bartosz jasno stawia granice. Przez ostatnie dwa tygodnie kiedy spędzam z nim 24 godziny na dobę widzę jak bardzo jest rozumny i jak z dnia na dzień świadomy swoich wyborów. Przykład, kiedy go karmię i ten zaciska ząbki kiwając przecząco główką - mówi mi w ten sposób i stawia granice, że nie jest głodny i nie chce teraz tego jeść. Kiedy na siłę chcę go wycałować a ten odpycha moją twarz i odwraca głowę to też stawia granicę, że w tym momencie nie ma na to ochoty. Czeka nas dużo pracy. Oboje z mężem musimy nauczyć się słuchać i komunikować swoje potrzeby. Teraz muszę przekonać małżonka, że potrzebne są zmiany bo terapia Filipa może nie przynieść wymiernych skutków, jeżeli my rodzice nie zmienimy swojego postępowania i nie nauczymy się współpracować, kłopoty nie znikną a będą narastać.
piątek, 13 kwietnia 2012
Dzisiaj pozytywnie :-) Bartosz z dnia na dzień coraz bardziej nas zaskakuje. To super rozumny chłopczyk, który pokazuje nam swój charakterek. Mały mężczyzna, który potrafi UWAGA bawić się autkiem ponad godzinę, a niech ktoś mu zabierze samochodzik lub przeszkodzi to biada mu ojj biada. Gardło ma donośne o czym już kiedyś pisałam. Tak więc młody uwielbia wszystkie samochody swojego starszego brata, bierze je i jeździ po całym domu warcząc raczej jak traktor. Bartosz ładnie pokazuje nam co chce, głównie wskazując paluszkiem na daną rzecz, gdy rodzice specjalnie podają mu inną rzecz ten przecząco kiwa główką i wydobywa z siebie "Neeeeee" wskazując ponownie na przedmiot pożądania. Mamy w sypialni komodę, której półki są niezabezpieczone i jak to zwykle bywa strasznie fascynują Bartka. W półkach tych jest głównie nasza bielizna, nie mniej jednak młody próbuje swoich sił i chce się do nich dostać. Zwykle pokazujemy i tłumaczymy że nie można ich otwierać bo zrobi sobie ała w paluszka, co raz się niestety przydarzyło. Młody wczoraj siedzi przed komodą, wskazuje paluszkiem na szufladę i mówi "Toooo" po czym łapie się za paluszek, kręci przecząco główką i mówi "UUUUUUUU", odszedł od szuflad i zajął się samochodzikami. Gdy jest głodny, szeroko otwiera buźkę i mówi "Aaaaaaamm", gdy się naje głaszcze się po brzuszku :-)
środa, 11 kwietnia 2012
Chciała bym w końcu napisać pozytywny wpis, pełen nadziei, szczęści i miłości. Ale czytam ostatnie notki i dochodzę do wniosku, że upubliczniam tylko te negatywne rzeczy z naszego życia. Tak się zastanawiam i ostatnimi czasami wszystko wali nam się na głowę. Chyba zacznę pisać o malutkich rzeczach pozytywnych rzeczach by jakaś równowaga była. Dzisiejszy wpis będzie pod znakiem chorób! A więc mama jest na zwolnieniu bo Bartosz jest ZNOWU chory! Zaczyna się od kataru który przynosi z przedszkola Filip a kończy tak jak teraz czyli ostrym zapaleniu oskrzeli z jednoczesnym zapaleniem obu uszek o ząbkowaniu na maksa nie wspomnę. A więc koniec z pracoholizmem, mama jest na zwolnieniu i opiekuje się Bartusiem, który jest ciężko chory. Gorączka powyżej 39 stopni nęka nas już od piątku, tak więc święta były do d..... Mamy kolejny setny antybiotyk i nieprzespane noce. Gdybym tylko mogła chorować za niego i cierpieć. Ale tak się zrobić nie da. Mój tata potrzebuje na już chemioterapii. Ale UWAGA w pobliskich szpitalach w promilu ok. 100 km żaden oddział onkologiczny niema leków na leczenie ciężko chorych. Początkowo uznałam to za żart a teraz oglądam wiadomości i dochodzi do mnie, że cała służba zdrowia ma ten problem! K...... ja rozumiem brak specjalistycznych leków, ale brak chemii ? Szukamy dalej! A jak nie jesteśmy już umówieni za dwa tygodnie na prywatne leczenie, kroplówki będziemy kupować w APTECE!
Nie jestem w stanie napisać nic pozytywnego, więc wklejam zdjęcie Fifka
sobota, 07 kwietnia 2012
Z dala słychać trzask gałęzi, to zajączek przez las pędzi. Chociaż Wielka jest sobota, ciężka czeka go robota. Z hukiem wpada do kurnika, bierze jajka, szybko znika, w drodze wszystkie je maluje, z trudem tempo utrzymuje. Z pisankami zdążyć musi zanim z Rezurekcji wrócisz. Potem trochę chłop odpocznie, w ciepłym gniazdku sobie spocznie. Miejsca długo nie zagrzeje, coś mu się na głowę leje. Głośno śmieje się baranek: To już Lany Poniedziałek! Wesołych Świąt :-) ![]()
czwartek, 05 kwietnia 2012
Ten tydzień zaczęłam pechowo i tak się to za mną ciągnie. Począwszy od nieprzespanej nocki z niedzieli na poniedziałek, przez Bartosza oczywiście. Biedulek darł się pół nocy, drugie pół wiercił i kwilił. Winię za to 3 czwórki które się właśnie wyrzynają i katar. W poniedziałek pozbyłam się nowego smartfona, który spadł mi na kafelki i wyświetlacz poszedł w drobny mak. Naprawa się nie opłaca, więc chwilowo korzystam z bardzo starej zwykłej Nokii. Ale to nie koniec poniedziałkowego pecha, bo w pracy miałam oczy na zapałkach i zrobiłam pierwsze w życiu manko. Uwaga na 500 zł! Tak więc mój portfel się znacznie uszczuplił. @$^(&^%$#####$$$%%^^&&&& Ale to i tak nie koniec, bo wracając do domu wjechał we mnie samochód na przejściu na pieszych, gdy miałam zielone. Nie zauważyłam zbliżającego się Golfa, który wyjechał zza zakrętu. Idiota zahamował na tyle, że tylko wpadłam na maskę, inna kobieta upadła na jezdnię. Udo mam troszkę stłuczone ale to nic poważnego. Idiota uciekł, nawet się nie zatrzymał. Nikt nie spisał numerów, teraz tylko policja może go namierzyć jak dokopie się do zapisów z kamer miejskich. To by było na tyle w poniedziałek. Ogólnie cały tydzień jest do d............ co tu dużo gadać, nastroju świątecznego niema i nie będzie. A jutro w pracy całe 12 h i modlę się by kolejnego manka nie zrobić, bo mój portfel tego nie wytrzyma!
piątek, 30 marca 2012
Nie króliczek a Niezła Żona Czyli blogowa wymianka dobiega końca, czas się chwalić a chwalić się mamy czym :) A więc prezenty jak najbardziej trafione. Mamie się dostało super kremik do ciała, a że teraz dba o siebie bardziej niż zwykle to krem jest już w użyciu. Już nie raz pisałam, że najlepiej relaksuję się w wannie, tak więc Ania trafiła z solą do kąpieli w dziesiątkę. Najbardziej obawiałam się słodyczy ale Niezła Żona wie że jestem na diecie, dlatego postanowiła mnie nie kusić.
Filip dostał super książeczkę o przedszkolakach dla przedszkolaka, a jakże temat bardzo aktualny :). Znam ją już na pamięć bo czytałam ją już milion razy, baaa Filip zna ją na pamięć i czyta po swojemu Bartoszkowi :)
By rodzeństwo nie było zazdrosnę, Ania podarowała książeczkę również Bartoszkowi. Edukacja już od kołyski, tak więc wszyscy czytamy małemu książeczkę i liczymy że już niebawem Bartosz sam zacznie się ubierać :)
I wszystko razem
Przepraszam za jakość zdjęć, ale jestem beztalenciem w tej sprawie i kolejnym prezentem jaki otrzymam od męża będzie kurs fotografowania. Nie tylko Niezłej Żonie należą się PODZIĘKOWANIA a również Agnieszce za zorganizowanie wymianki i liczę że nie będzie ostatnią,
sobota, 24 marca 2012
Ten dzień miałam spędzić inaczej, a mianowicie na porządkowaniu naszego mieszkanka. W planach było zmienianie pościeli, mycie okien, szorowanie fug, łazienki i wszystkiego co popadnie. Jednak małżonek wie czego Mi trzeba! Rano mnie zaskoczył, najpierw śniadaniem do łóżka, potem "przytulaniem", a na koniec zaplanował Nasz dzień. Wszystko po to bym oderwała się myślami od dnia poprzedniego. Niektóre was wiedzą o co chodzi... Mianowicie piątek był pechowy, mimo iż nie był piątkiem trzynastego ja zapamiętam go na długo. Ogólne kłopoty w pracy to pikuś, najgorsze było w domu. Telefon od siostry, że tata ma znowu nawrót nowotworu. Rak powrócił i zaatakował z podwójną siłą. Płakałam resztę dnia i pół nocy. Nie potrafię sobie z tym poradzić! Przecież ostatnio stał się cud, tata pokonał raka a teraz ten znowu nas atakuje! Tak się nie robi! To nie jest fair! Po wczorajszym telefonie od siostry nie jestem w stanie rozmawiać z tatą, nie zadzwoniłam, nie pojechałam. Zrobię to jutro! Gdybym usłyszała go w słuchawce to od razu bym się popłakała. Jutro pojadę i po prostu go przytulę, pocieszę! Wygraliśmy ostatnio, wygramy i teraz! Lekarze już mają plan działania, połączona radioterapia z chemioterapią! Będzie ciężko, ciężej niż ostatnio! Ale damy radę! Nie poddamy się! Tak więc małżonek choć na chwilę sprawił, że dzisiejszego dnia zapomniałam o tym wszystkim. Dzień spędziliśmy nad jeziorem. Wygłupialiśmy się, graliśmy w piłkę w czwórkę! puszczaliśmy statki, karmiliśmy łabędzie. Grillowaliśmy, słuchaliśmy muzyki. Teściowa wypomniała mi, że jak mogę się bawić nad jeziorem podczas gdy tata mnie potrzebuje. A ja teraz wiem, że małżonek miał rację musiałam podładować baterię by pomóc tacie. Wczoraj byłam w dużej rozsypce, gdybym rano do niego pojechała tylko pogorszyła bym sprawę. Owszem teraz myślę, co jutro powiem. Wiem że nie będzie łatwo, że znowu nad nasza rodziną zebrały się czarne chmury, ale nasza miłość szybko je przepędzi! Muszę też porozmawiać z siostrą, bo planuje wyjazd na stałe do Niemiec! Nie wyobrażam sobie, że mogła by teraz zostawić tatę, ja niby mieszkam kilkanaście km od taty, ale nie jestem w stanie codziennie go odwiedzać, pomagać, wspierać. Nie mam możliwości jeżdzić z nim po lekarzach. Z Pawłem rozmawiałam i gdy Sabina rzeczywiście pojedzie za granicę, sprzedamy oba mieszkania i kupimy większe, tak by tata mógł z nami zamieszkać, być może kupimy domek. Ale to plany odległe.
wtorek, 20 marca 2012
Jak w tytule. Dziwię się że mnie to spotyka, chociaż nie kraczę w czwartek mam kolejne, szczegółowe badania. Niski poziom cukru miałam już w czerwcu ubiegłego roku, wtedy też miałam powtórzyć badania, aleee mi się nie chciało, nie miałam po drodze do Medicovera mimo że skierowanie czekało w rejestracji. Teraz odkąd jestem na diecie objawy się zaostrzyły, chcąc nie chcąc wybrałam się do lekarza, wyniki cukru znowu bardzo niskie. Ostatnie drżenie rąk jakąś utaiłam, ale omdlenia się już utaić nie dało. Póki nie będę wiedziała na czym stoję dietę zawieszam, tj odżywiam się dalej zdrowo ale muszę dostarczyć więcej cukru mojemu organizmowi. 17 kg zleciało w 72 dni to dobry wynik, teraz mogę zwolnić. Jak już notka o mnie to dodam, że jutro mam testy w UM na stanowisko urzędnicze. Dość dziwna ta rekrutacja bo więcej testów, sprawdzania niż na dobrze płatne stanowisko w mojej korporacji. Doszły mnie też słuchy, że to wszystko dlatego że stanowisko jest już z góry obsadzone. Tak więc wertuję stosy ustaw i się solidnie przygotowuję, a co będzie to będzie. Przynajmniej znowu wejdę w ten wir poszukiwania pracy, rozmów kwalifikacyjnych i testów. Trzymać kciuki sprawdzać mnie mają od 9 do 13
wtorek, 13 marca 2012
Dzisiaj odbyło się szczepienie Bartoszka, niestety nie było mnie przy nim. Na szczepieniu był z dziadkami. Młody waży tylko 8700 gr i ma anemię. Wyniki morfologi jednoznacznie wskazują, że coś nie tak. Zalecenia Pani Doktor to podawanie całego żółtka dziennie i dużo mięsa! Bartek do niejadków nie należy, wręcz przeciwnie wcina dużo i często a w nocy dojada nawet 3 razy kaszką. Nie mniej jednak problem jest i musimy coś z tym zrobić. Bartosz jak zwykle ochrzcił lekarkę, a jak trzy razy ją zasikał. W sumie nie dziwię mu się jak mu się stara baba do jajek dobierała to co miał biedny zrobić! Teraz walczymy z gorączką, która nie odpuszcza!
niedziela, 11 marca 2012
Jakoś tak nie miałam o czym pisać. Więc zamilkłam. Jednak należy odnotować fakt, że Bartoszowi zębów przybywa. Przez trzy dni myślałam że mam omamy, bo jakże to tak po górnych dwójkach, czwórka się wyłania. Alee tak, Bartosz na górnym dziąśle ma już komplet jedynek, dwójek i czwórkę. Komisja w składzie taty, Filipa, Babci i Dziadka potwierdziła mamowe przypuszczenia i czwóreczka wysoka na 4 mm jest już po tej stronie paszczy. A do pary dziecku wyłania się druga czwórka, przed nią jednak szybsza była dolna dwójeczka, choć w natarciu druga nadciąga. Kłopoty ze spaniem wyjaśnione! Biedulek się męczy! A jak przy zębach jesteśmy to Filip po drugim kanałowym! Niestety odziedziczył zęby po rodzicach, czas oszczędzać na dentystę w przyszłości, przynajmniej teraz za darmo jest. No i mama ostatnio non stop stomatologa odwiedza. Tym razem Pan Dentysta zajął się górnymi jedynkami, które to uratował przed wyrywaniem. Niestety matka liczyć się musi, że na zęby wyda tysiące, bo próchnica zaatakowała 8 zębów od strony korzeni! Z pola walki pod znakiem utraty tłuszczu przed matkę, odnotowuję, że kolejny kilogram poleciał :-) W domu wyżywam się na steperze i staram się jak najczęściej odwiedzać siłownię od której notabene uzależniłam się strasznie :-)
piątek, 02 marca 2012
Meldujemy że choróbsko Bartoszka zażegnane! Ospa Filipa odpuściła. Nie wiem czy to zasługa szczepionki czy organizmu Filipa, ale ospę przeszedł wzorowo. Wysypki strasznej nie było, jedynie gorączka była męcząca. Ku radości dziadków od poniedziałku Filip wraca do przedszkola! Ja z całego serca chcę podziękować teściom za opiekę nad dzieciakami. Bo teściowa w tygodniu przeszła kolejny zabieg laserowy na oko a mimo to nie zostawiła mnie/nas w potrzebie. Sytuacja w pracy robi się bardzo dramatyczna w poniedziałek rano zadzwoniłam do szefowej że muszę mieć wolne i tyle. We wtorek wylądowałam na dywaniku! Koleżanka o moim wolnym wiedziała już w piątek, więc z nią nie było problemy by za mnie została a szefowa niestety musiała się dowiedzieć jako ostatnia! Rozesłałam podania więc trzymać kciuki! Bartosz wkroczył w nowy etap a mianowicie edukacyjny, walczy z klockami. Potrafi już złożyć wieżę z 3 klocków! Oszalał na punkcie muzyki a mianowicie Serebro- Mama lubaj dawaj to ostatni hit w naszym domu. A teraz zapraszam na bloga Agnieszki. Tam czeka na Was super zabawa a mianowicie Mamowo blogowa wymianka zającowa :) Uwielbiam wymianki, te emocje towarzyszące przy przygotowaniu paczki, oczekiwanie na reakcję obdarowywującej i oczywiście paczuszkę którą sama mam otrzymać.
poniedziałek, 27 lutego 2012
Filip dawno mnie już nie zagiął. Wczoraj się przypomniał, wieczorem kiedy czytałam mu bajkę na dobranoc. - Mamo a pokażesz mi te kilogramy tłuszczu? - Jakiego tłuszczu? - No tego co zrzuciłaś? - Ale tego się nie da pokazać, bo tłuszczyku już niema. - No widzę że niema, że ty go już tyle nie masz, ale ja go chcę zobaczyć jak wygląda. Gdzieś go w końcu dałaś? Prawda? - Nie kochanie, mama go spaliła. - Gdzie?, przecież my pieca nie mamy jak babcia Jadzia. - Bo kochanie to mamy organizm go spalił, tj tłuszcz spalił. Mama mniej je, dużo się rusza i organizm by mieć energię zabiera sobie po troszkę tłuszczyku z brzuszka by funkcjonować. - Znowu mnie oszukujesz! Odwrócił się przodem do ściany, tyłkiem do mnie i się obraził. Dzisiaj od rana mu tłumaczę, pokazuję obrazki i puszczam bajki. Już zrozumiał! P.S Przynajmniej dziecko widzi, że mamie kilogramów ubywa.
niedziela, 26 lutego 2012
Bycie ambasadorką Streetcom zobowiązuje :-) Jakiś czas temu otrzymałam kolejny produkt do przetestowania. Ojj byłam bardzo ciekawa tego wynalazku. Co prawda widziałam reklamy w TV, ale jakoś daleko mi było od kupienia tego produktu. Tak więc streetcom umożliwił mi przetestowanie kapsułek firmy Ariel i przekazał mnóstwo próbek dla rodziny i znajomych. foto: http://smallaquarium.blogspot.com/2012/02/kapsuki-ariel.html Oto garstka informacji od producenta: Kapsułki Piorące Ariel to nowy i innowacyjny sposób na pranie w pralce. Pranie ubrań już nigdy nie będzie wyglądać jak dotąd - zapomnij o dozowaniu, przesypywaniu proszku, nalewaniu płynu do szufladki pralki, dźwiganiu kilkukilogramowych proszków lub płynów do prania. Kapsułki piorące Ariel występują w postaci małych saszetek wypełnionych skoncentrowanym środkiem piorącym w płynie i są bardzo proste w użyciu - wystarczy włożyć je bezpośrednio do bębna pralki między ubrania. Powłoka saszetek rozpuszcza się całkowicie podczas prania i uwalnia żel piorący, który dzięki 2 x bardziej skoncentrowanej sile usuwania plam sprawia, że kapsułki piorące Ariel świetnie dają sobie radę z trudnymi plamami. A pojemnik, w którym się znajdują znajdzie swoje miejsce w każdeł łazience. Dlaczego kapsułki Ariel to rewolucja w sposobie prania? - innowacyjny sposób robienia prania - wkładasz jedną kapsułkę do bębna, między ubrania i gotowe! - wyjątkowa formuła kapsułek - 2 x bardziej skoncentrowana siła usuwania plam - łatwość użycia - jedna kapsułka wystarcza na 1 pranie! - łatwość przechowywania- małe, lekkie i wygodne opakowanie!
A teraz moja OPINIA: Kapsułki Ariel to świetny produkt. Niekwestionowaną zaletą jest ich łatwość w użyciu. Nawet mój małżonek nie znajduje już wymówek i pranie robić musi! Drugą zaletą kapsułek jest zapach, który po wyjęciu z pralki wsadu jest nieziemski, baa nawet po wyschnięciu ubrania pięknie pachną. Pudełko jest bardzo estetyczne, choć uważam że mogło by być wykonane z bardziej trwałego/twardego plastiku a zapięcie bardziej dopracowane. Obawiam się że gdyby Bartosz dostał się do tego pudełka to szybko opracował by dany klips. Na szczęście środki chemiczne trzymam pod kluczem. Jeżeli chodzi o siłę prania, to ja nie widzę 2 x silniejszej siły prania. Skarpetki białe jak były zabrudzone tak są. Dla testów nie mydliłam skarpetek tylko bez żadnego namaczania wyprałam je w kapsułce. Efekt taki że się nie doprały. Chociaż z ubraniami kolorowymi kapsułki sobie poradziły. Nawet plamę po marchewce i buraku doprały! Niestety minusem kapsułek jest ich CENA, uważam, że koszt 29 zł za 16 kapsułek jest przesadzony. Przy mojej ilości prań bym zbankrutowała. Do tej pory kupowałam żel do prania firmy Ariel i koszt jednej pralki wynosił 0,81 PLN, koszt prania kapsułką to 1,81. Dla mnie różnica 1 zł jest nie do przebicia przy jednej pralce dziennie! Ogólnie uważam że kapsułki piorące ARIEL są idealnym rozwiązaniem dla osób zapracowanych, ceniących sobie luksus i wygodę. Małżonek czeka na płyny do płukania w formie kapsułek! Społeczności streetcom i firmie Ariel dziękuję za możliwość testowania kapsułek piorących Ariel |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi o Dzieciach i nie tylko
Blogi w ciąży i o ciąży
Blogi z innej beczki
Blogi z pasją
Dla Dzieci
Kulinarne ekscesy
Pomagam
Proszę o Pomoc !
Scrapbooking
Strony które polecam
Tu sie udzielam FORA
<
![]()
![]()
![]()
![]() ![]() ![]() ![]() | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||