wtorek, 24 stycznia 2012
Wpadamy do przedszkola jak zwykle na ostatni moment. Filip niezgrabnie się rozbiera i zakłada skarpetki a ja spoglądam na zegarek bo zaraz spóźnię się do pracy. Nagle jakaś dziewczynka woła: "Filip!, Filipku! Cześć!" szczerząc ząbki i uśmiechając się od ucha do ucha. A Fifi głowa w dół, cały czerwony nic nie odpowiedział dziewczynce. Dziewczynka kilkakrotnie próbuje nawiązać konwersacje z Filipem a ten nic. Zasłonił czerwoną zawstydzoną twarz rękami i milczy. Myślałam że wybuchnę głośnym rechotem, bo nie poznałam syna, zwykle odważnego, głośnego a tutaj taka zawstydzona szara myszka. W domu pytam się go dlaczego nie odpowiedział koleżance "Cześć", nieładnie tak ignorować koleżankę. Pytam się czemu był taki zawstydzony. Na co Filip "Nie byłem zawstydzony tylko udawałem że jej nie słyszę". Pytam się czemu? Filip: Bo tak, ty nic mamo nie rozumiesz Ja: To mi wytłumacz. Nie znasz tej dziewczynki?. Filip: Znam, to Maja z grupy Pani Heni Ja: Nie lubisz jej? Filip: Lubię bardzo. Ja: To czemu udawałeś że jej nie znasz? Filip: Bo w szatni była Julka, a Julka to przyjaciółka Karoliny. Gdyby Julka powiedziała Karolinie że ja Mai powiedziałem "Cześć" to miałbym przechlapane! Ja: ???? Z trudem powstrzymałam się od głośnego śmiechu. Dzisiaj rano w szatni Filip rozejrzał się wokół, wyczaił że niema ani Karoliny ani Julki i odpowiedział Mai na przywitanie. Aż strach pomyśleć co będzie za 10 lat!
sobota, 21 stycznia 2012
Znowu czarne chmury nad nasza rodziną. Ehh a już myślałam że tylko słoneczko nam przyświeca. Po pierwsze Pawła firma zbankrutowała. Od poniedziałku cały zakład nie ma już pracy. Wypowiedzenia i układ zbiorowy pracy przynajmniej zagwarantowały im odprawy. W poniedziałek już ma jakąś rozmowę w sprawie pracy. Babcia czyli macocha mojego taty jest w szpitalu, skrajnie wyczerpana. Tata przed wylotem do Egiptu zadzwonił do MOPSu by poinformować ich że Go nie będzie, że babcia była u niego na święta ale wyglądała bardzo źle, że jest wyczerpana i nie da się zaciągnąć do lekarza. Opiekunka pojechała do babci w asyście lekarza, policji i psychiatry. Ta gdy otworzyła w końcu drzwi strasznie się zdenerwowała i zemdlała. W szpitalu jeszcze troszkę pobędzie, bo jest z nią strasznie źle. Najchętniej wypisała by się na własne żądanie, ale lekarze nie pozwalają bo nie jest w stanie unieść szklanki. Ona w maju kończy dopiero 70 lat a wygląda na 90. Mój tata z pomocą Ośrodka wysprzątał jej mieszkanie. 10 wolontariuszy i trzy wielkie kontenery śmieci. Koszmar, ludzie wymiotowali z tego smrodu. Jak babcia wróci o będzie koszmar, ona szału dostanie. A ja znowu straciłam 3 kg! Takie małe sukcesy cieszą. P.S Kasku jednak nie kupuję, bo racja jeżeli Filip sobie nic nie zrobił to Bartek też nie zrobi. Póki co poruszanie się coraz lepiej mu idzie.
czwartek, 19 stycznia 2012
Sa już tuż tuż, dokładnie pół milimetra brakuje im by ukazać się w pełnej krasie. A my padamy na pyski, bo Bartosz te ząbkowanie znosi gorzej od jedynek. Jak sobie pomyślę że to dopiero 4 ząbki będą to mnie zimne poty oblewają. Martwimy się o Fifka, bo jak sam twierdzi nienawidzi przedszkola. W niedzielę gdy usłyszał, że idzie do przedszkola dostał nagłej gorączki, biegunki. Został w domu od razu wyzdrowiał, gdy tylko wspomnimy o przedszkolu to zaczyna się źle czuć. Nie wiem co jest w tym przedszkolu, ale to ma jakieś podłoże psychosomatyczne. W przyszłym tygodniu wybieram się do przedszkola na rozmowę, bo coś jest nie tak. Albo ktoś mu dokucza, albo rzeczywiście Pani ciągnie go za uszy, albo nie nadąża z zadaniami z zerówki i dlatego tak reaguje. A teraz pytanie do mam starszych bobasów. Czy używałyście kasków ochronnych do nauki chodzenia lub raczkowania? Jak wrażenia? Ja się zastanawiam nad kupnem mimo iż koszt jest niemały. Bartek przechodzi samego siebie a ja nie mogę patrzeć na te jego upadki. Bartek opanował zabawę sorterem, z wielką precyzją wrzuca odpowiednie klocki do dziurek. Ahh pękamy z dumy
sobota, 14 stycznia 2012
Ja się pytam kto mi kradnie czas? Kiedy to zleciało? Dzisiaj Bartoszek kończy 11 miesięcy. Czas na małe podsumowanie bo dawno go nie było. Od miesiąca stoimy i niczego się nie boimy, czy w łóżeczku, czy przy biurku stoję i broję! O tak mały rozrabiaka, wystarczy go spuścić na moment a już obiera jeden kierunek, którym jest kuchnia i lodówka! Skubany wie jak ją otworzyć. Zostawiłam go na kocyku by odebrać przesyłkę od kuriera a ten tup tup tup i chodu do kuchni, kurier woła "Oooo jakiś mały łobuz Pani ucieka". Podążam za Bartkiem a ten stoi przy otwartej lodówce, jedną ręką trzyma się półki w lodówce a drugą zajada plasterek szynki! Blokada na lodówkę już założona, zresztą na wszystkie półki, szuflady też, bo mały upodobał sobie moją szufladę z bielizną i non stop ją opróżniał! Bartek pluje na wszystko i wszystkich! Już nie da się nakarmić kaszką, czy zupką. Plucie na odległość opanował perfekcyjnie. Doszło do tego że w czasie karmienia mama i Bartosz mieli na sobie fartuszki. Do dzisiaj nie wiem jakim cudem marchewka znalazła się na suficie? Bartek jada jak dorosły, metodą BLW, a że mama na diecie to jemy to samo. Kanapeczka z szyneczką własnej roboty znika w kilka minut, okruszki zlizywane są z tacki. Obiadek najlepiej smakuje gdy się go wetrze w fotelik a potem go obliże. A coo duży jest to i dorosłe obiadki chce jadać. Bartek kocha muzykę. Wystarczy włączyć muzykę a zaczyna się bujać w rytm piosenki, śmiejąc się od ucha o ucha, wystarczy wyłączyć piosenkę lub ściszyć a popada w histerię. Gra ładnie na flecie. Tak tak to nie żarty Filip nauczył Bartka gry na flecie, mały tak fajnie dmucha w ustnik zakrywając odpowiednie dziurki że wydobywają się z niego różne dźwięki, póki co drażniące nas. Ale puchniemy z dumy bo to mega osiągnięcie. Bartosz dalej jest całuśny, całuje wszystkich czy to znany czy obcy, każdy ma dostać buziaka. Tylko mamę raczy buziakami z języczkiem! Ubranka kupujemy na 80 a ważymy już 8,8 kg. Tj Bartek waży bo mama się nie przyzna do wagi na tym blogu! Jak już przy wadze jesteśmy to zdradzę, że w tydzień 5 kg mama zrzuciła!
środa, 11 stycznia 2012
Może to i z diety może to i ze zbliżającej się @, ale dzisiaj bez kija do mnie nie podchodzić! Mąż zaraz wraca z pracy więc mu się oberwie a coo należy mu się za niewiarę. A dietka super, polecam Vitalię, zasypuję dietetyczkę milionem pytań. Pierwsze pytanie czemu mam dietę na 1800 kcal? Ano bo jestem w fazie wstępnej czyli: Jest to czas, kiedy organizm przestawia się na nowy sposób odżywiania. Każdy będzie reagował inaczej na zmianę menu. Jeśli pierwszy raz się odchudzasz lub masz długą przerwę, to na początku proces spadku masy ciała będzie następował szybciej niż jest to zaplanowane. W pierwszym tygodniu możesz stracić nawet 2 kg. Niestety będzie to głównie woda. Jest to wynikiem wykorzystywania przez organizm glikogenu wewnątrzustrojowego oraz ograniczenia podaży węglowodanów, co działa moczopędnie. Od tego organizm zaczyna przestawiać podejście do ograniczanej dawki pożywienia. W kolejnych tygodniach spadek będzie zachodził już nieco wolniej, ale nie martw się, bo w następnych fazach zacznie spalać już w większej ilości tkankę tłuszczową. Mocne strony: Szybszy spadek masy ciała. Słabe strony: Trwa krótko, a spadek masy ciała związany jest głównie z utratą wody z organizmu. Szanse: Prawidłowy sposób odżywiania pokaże, że odchudzanie może być smaczne i przyjemne. Powiem szczerze nie jestem głodna, wręcz przeciwnie tylko te dania są tak smaczne, że w pracy mi podkradają małpy jedne. Moim problemem jest regularne spożywanie posiłków, bo nie da rady w pracy tak co 3 h jeść. Widzę postępy, bo ciągle siusiam, czyli faktycznie pozbywam się tej nadmiarowej wody. W sobotę warzenie i zobaczymy ile tej wody zmagazynowałam. Nad silną wolą pracuję, jak na razie nie poległam, może dlatego że nie czuję głodu. A na koniec motywowanie w stylu Filipa - Mamo a długo będziesz się tak odchudzać? - Aż schudnę i jeszcze dłużej, już na zawsze. - O nieee to ty ciągle taka zła będziesz? Ja się wyprowadzam! Nie wytrzymam. Wybieraj albo się odchudzasz albo ja się wyprowadzam! Szczena mi opadła, może uda mi się przekonać syna że wyprowadzać się nie musi
wtorek, 10 stycznia 2012
Ranek Szatnia w przedszkolu, Filip walczy z rajtuzami. Podchodzi mama Daniela, nachyla się nad Filipem i pyta się "Dlaczego ciągle bije Danielka" Filip wryty milczy. Mama dalej "Dlaczego?" Filip nic. Mama Daniela walnęła krótki wykład, ja walnęłam drugi. Filip dalej cisza. Proszę Filipa by przeprosił mamę Daniela i obiecał że już nigdy go nie uderzy. Filip przeprasza. Proszę by podszedł do Daniela i go ładnie przeprosił. Filip podchodzi podaję łapkę i przeprasza. Obiecuje że już nigdy go nie uderzy. Po chwili wstaje Daniel i mówi "Mamo ale to nie Dawid, to ten mnie bije nie Filip" Zonk Na co mama Daniela "Widocznie Filip też coś ma na sumieniu" Ręce mi opadły. Nawet nie przeprosiła Filipa. Dostał za niewinność, tak na przyszłość. Mi się głupio zrobiło, przeprosiłam przytuliłam.
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Za każdy komentarz dziękuję, za te z wiarą we mnie i za te z solidnym kopniakiem. Nie będę pisać tutaj na blogu o mojej walce, założyłam nowy na Vitalii gdzie zamówiłam dietę i ćwiczenia fitness. Tutaj co najwyżej będę się chwalić moimi postępami, tymi pozytywnymi bo innych nie przyjmuję do wiadomości. Mąż mnie wyśmiał, smutne to i przykre a przede wszystkim strasznie dołujące. Tylko dziewczyny z pracy jakoś mnie wspierają no i Wy. Od przyszłego tygodnia zaczynam zajęcia z Aquafitnessu, może już w piątek uda mi się wkręcić na zajęcia. Zapłacone więc nie ma odwrotu, strój jest jeszcze tylko czepek dokupię i basta. Dzisiaj przeszłam prawdziwą próbę, urodziny Donki w pracy i cały stół zastawiony ciastami, ciasteczkami i babeczkami. Nie uległam i uważam to za wielki sukces. Wieści z Egiptu brak, ostatnio odzywali się wylatując z Katowic, więc chyba jest dobrze. ******************
Haa właśnie odkryłam, że mogę skorzystać z karty MultiSport a w moim mieście mam do wyboru wszystko od basenów po siłownie, fitness, saunę, taniec. To wszystko za 75 zł miesięcznie.
sobota, 07 stycznia 2012
Jak jedna chwila, jak jeden moment potrafią pozbawić złudzeń kobietę? Wystarczy wejść na wagę i spojrzeć w dół na wyświetlacz. To jakiś dziwny mechanizm, że spoglądam w lustro i nie widzę tych kilogramów, widzę swoją twarz sprzed 6 lat, bez podwójnego podbródka, bez pulchnych policzków. Jak to jest że ja widzę co innego a inni widzą całą prawdę. Czyżbym siebie oszukiwała? Była dietetyczka, myślałam że nauczyłam się zdrowo odżywiać a proszę moja waga jest poniżej dna tj taka sama jak rok temu, haaa tylko że wtedy miałam w sobie Bartolka, teraz go tam niema a ja ciąglę ważę już o 40 kg za dużo. Koszmar! Zastanawiam się jak do tego doszło, że od sierpnia przytyłam znowu 10 kg, tak nie widziałam tych kg w lustrze ale widziałam je po ciuchach. Kupując kurtkę, kiedy to 46 był za mały, ba 48 ledwo się domykał i w końcu wyszłam z kurtką w rozmiarze 50 pomyślałam, że mają jakąś zaniżoną numeracją. Czas z tym skończyć bo nie zobaczę jak dorastają moi synowie! Hmm od sierpnia 10 kg, w sumie w sierpniu powróciłam do pracy. Albo mam coś nie tak z organizmem albo głównym powodem są nieregularne posiłki. Na stałe pożegnałam się z sosikami czy białym pieczywem. Stosuję rady dietetyczki tylko że jadam kiedy mogę, zwykle w biegu byle co, obiady jadam po pracy czyli ok 18-19. Znowu zaczynam się przed sobą tłumaczyć. Odechciewa mi się wszystkiego, weszła bym do łóżka i już nigdy z niego nie wyszła. Potrzebuję prania mózgu.
piątek, 06 stycznia 2012
O Filipie dawno nie było. No więc donoszę, że 5 letnie dziecko już takim dzieckiem nie jest. Toż to mały mężczyzna pełną gębą. Naśladuje Ojca we wszystkim, aż łapię się za głowę. Przy porannej toalecie udaje że goli brodę, przegląda się w lustrze i wyczekuje wąsów. Zbiera już pieniądze na pierwszy samochód i prawo jazdy. Na szyi nosi smycz z kluczami, w kieszeni telefon zabawkowy. Do tego ma tak trudny charakterek, że czasami mi ręce opadają. Złości się strasznie, szczególnie gdy coś nie idzie po jego myśli. Najbardziej gdy siadamy przy książeczkach. Doszłam do porozumienia z Panią wychowawczynią i w każdy piątek zabieramy książeczki by jeszcze raz przerobić materiał z całego tygodnia. Dochodzę do wniosku że Filip nie dojrzał nawet do zerówki. Proste polecenia sprawiają mu trudności, nie rozumie, po prostu są dla niego za trudne, złości się przy tym i płacze. Ostatnio przy ubieraniu się do przedszkola rozpłakał się a zapytany co się stało odpowiedział że on nie chce być taki głupi, zapytał się mnie kiedy on się tego wszystkiego nauczy i zrozumie. Każde zadanie staram się tłumaczyć na przykładach, nie zmuszam go, nie krzyczę bierzemy to na spokojnie i z humorem ale widzę że i to nie wystarcza. Na 100% od września znowu idziemy do zerówki. Boję się że i za rok nie będzie miał dojrzałości szkolnej. Dzisiaj natomiast zagiął tatusia. Pozwoliliśmy mu oglądać Króla Lwa, choć kończył się przed 22. W trakcie oglądania tata wypalił że na tej bajce był w kinie gdy był mały. Mama zresztą też. Fili zapytał się "Jaki wtedy miałeś telefon", tata odpowiedział że wtedy nie było telefonów komórkowych baaa nawet komputerów nie było. Na co Filip " Łoo matko to ty z czasów dinozaurów jesteś". Od teraz Filip mówi na tatę "Pan Dinozaur".
czwartek, 05 stycznia 2012
Bo mnie mój rodzony Ojciec i siostra doprowadzają do białej gorączki. Od dwóch tygodni proszę, błagam, dzwonię, naganiam, umawiam na spotkania w ubezpieczalni i nic. Ja wiem, że tata dużo przeszedł w tym roku i ogólnie w życiu, że należy mu się coś z życia. Ale wszystko trzeba robić z głową. Ja wychodzę na samolubną i złośliwą córkę co to wszystko widzi w czarnych barwach, która najchętniej zamknęłaby ojca w domu. Tak nie jest, ja tylko myślę realnie. Cała sprawa rozchodzi się o wycieczkę do Egiptu. Jutro wylatują! na cały tydzień. Ahh może i zazdroszczę ale i boję się o ojca. To nieodpowiedzialne z ich strony, nieodpowiedzialne ze strony mojej siostry zabierać Ojca na taki urlop do takiego ciężkiego klimatu. Osoby chore na nowotwór nie powinny zmieniać klimatu, osoby mające zaawansowaną miażdżycę nie powinien latać samolotami. Po trzech zawałach taka podróż to dla niego wyrok. Ok, chce niech leci przecież mu nie zazdroszczę ale niech wykupi odpowiednie ubezpieczenie, żeby w razie czego móc pokryć koszty leczenia czy sprowadzenia go chorego do kraju o zwłokach nie wspomnę. Ręce mi opadają, boję się że naprawdę coś się stanie. Czytam że nawet zdrowe osoby dostają udarów, zawałów i innych choróbsk w Egipcie a co dopiero mój ojciec. Druga sprawa to sam koszt wycieczki. Nie po to mu kredyt spłacałam ze wszystkich oszczędności by ten brał w SKOKu nowy na wojaże. Zagroziłam, że mają do mnie nie dzwonić, że ja im nie pomogę, że siostra bierze całą odpowiedzialność na siebie.
niedziela, 01 stycznia 2012
Dla mnie osobiście Sylwester i Witanie Nowego Roku to nie okazja do świętowania. Nie mniej jednak uwielbiam ten czas spędzać wśród rodziny i znajomych. Na takiej imprezce małej bo małej ale kameralnej i fajnej nie byliśmy już 6 lat! Ekipa zgrana i lubiana 10 osób na totalnym za....u u znajomego, którego nie chcieliśmy zostawić samego. Miesiąc temu po 13 latach związku rozstał się z narzeczoną. Szkoda, że tak późno ale ja nie o tym. Impreza w jego małym przepięknym rustykalnym domu w środku lasu, wśród szczerych pól. Żaden GPS nie wskaże tam drogi. No ale nie miejsce się liczy a ludzie. Było cudownie. Na imprezie byliśmy o 18, bo pomagałam gospodarzowi w przygotowaniach. Od jedzenia i alkoholu stoły się uginały a mimo wszystko nikt nie był "napruty". Ja jako kierowca skromnie buteleczka Karmi, nawet szampana nie było bo eksplodował w zamrażalce. Ten co go tam wsadził nie chciał się przyznać. Tak więc toast wznieśliśmy soczkiem. Tomek wie jak urozmaicić imprezę bo zaserwował nam dużo atrakcji. Tuż przed północą przebraliśmy się w kombinezony do paintballa, kaski i okulary po to by postrzelać się na polach rzymskimi ogniami. Śmiechu i zabawy było co niemiara. Banda dzieciaków, mająca ubaw z sztucznych ogni. A potem to się zaczęło. Trzy terenówki, śnieg na polach i lasach i out road. Normalnie polubiłam taką jazdę. Szkoda mi tylko właściciela jednego z pól, bo ekipa pomyliła pola i zaszalała tam gdzie nie trzeba. Fajna muzyka, dobre jedzenie, fajni ludzie i tak oto spędziliśmy tą wyjątkową noc. A w powrocie do domu o 5 rano miałam kontrolę, bo jakże mam jakiegoś pecha. Oczywiście jestem wzorowym kierowcą więc bez mandacika i punkcików się obyło mimo iż przekroczyłam prędkość o 10km/h A teraz chodu po dzieci bo się stęskniłam
piątek, 30 grudnia 2011
Nigdy w życiu już nie zjem kupowanej sałatki z Lisnera. Nigdy nigdy nigdy!!! Takiego skrętu kiszek, wymiotów i biegunki jak wczoraj nigdy nie miałam. Co gorsza musiałam być w pracy, bo Oddział musi pracować. Jak na złość ruch jak w Rzymie. Obsługiwałam klienta i biegusiem do ubikacji, kolejny klient i znowu ubikacja i tak cały dzień. Aż się dziwię że żadnego manka nie zrobiłam. Koszmar!!! Przed wczoraj jadłam tylko tą sałatkę i bułkę w pracy i już po 4 godzinach zaczął mnie żołądek boleć, ale nie przeczuwałam że nocka będzie taka koszmarna. Jutro miała być wielka impreza u znajomego, pierwsza od hmmm 6 lat! i teraz wisi na włosku. Dzisiaj lepiej a to za sprawą tony leków. Wymiotów brak, więc szoruję do pracy.... Udanego weekendu i szampańskiej zabawy. Szczęśliwego Nowgo Roku, pełnego miłości, zrozumienia i spełniania wszystkich noworocznych postanowień.
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Kolejny produkt jaki testujemy w ramach programu ambasadorskiego marki BabyOno to Zabawka welurowa Lew duży z grzechotką. Firmie BabyOno dziękujemy i czekamy na kolejne przedmioty do testowania. Pierwsze wrażenie: "Oooo jaki duży miś". Chyba brak mi wyobraźni, bo ciężko było mi skojarzyć, że to lew, bardziej przypominał mi hipcia. Filip i mąż jednoznacznie stwierdzili, że to lew. Bartek otrzymawszy Lwa do zabawy od razu zwrócił uwagę na jego grzywę, która wykonana jest z różnych tasiemek w różnorakich kolorach i fakturach. To samo z ogonem Lwa. Zabawka wykonana jest z miłych w dotyku materiałów, o różnorakiej fakturze. Zdecydowaną zaletą maskotki jest jego kolorystyka, Lew wykonany jest w miłych dla oka ciepłych pastelowych kolorach. Bartosz upodobał sobie Lwa głównie do spania, dzięki wymiarom (40 cm) idealnie się w niego wtula, wręcz wtapia w niego. Kolejną zaletą Lwa jest jego funkcjonalność. Zabawka posiada w sobie wbudowaną grzechotkę, które nie jest ani za cicha ani za głośna. Strasznie drażnią mnie głośne zabawki, przy Lwie głos jest idealnie stonowany i Bartosz nie boi się nią potrząsać. Lwa używamy również jako zabawkę edukacyjną. Idealnie nadaje się do nauki rozpoznawania poszczególnych części ciała. Pokazujemy na nim oczka, nosek, buzie, uszka, ogonek, łapki. Mały szybko podłapał i na Lwie ćwiczy pokazując odpowiednie jego części czekając na nasza reakcję. Maskotka posiadała dobrze opisaną metkę, dokładny skład surowcowy oraz informację służące użytkowaniu i czyszczeniu maskotki wzbudziły we mnie pozytywne wrażenie. Główne funkcje Lwa: EDUKACYJNA: Nam Lew przypadł bardzo do gustu, z czystym sumieniem polecam ją wszystkim mamom i dzieciom.
Ogólnie jestem zadowolona z wszystkich produktów BabyOno jakie użytkujemy, cenię sobie staranność ich wykonania, estetykę, funkcjonalność, bezpieczeństwo oraz CENĘ!
niedziela, 25 grudnia 2011
Cały rok oczekiwania na ten jeden wyjątkowy dzień. Z językiem na wierzchu czekałam na zupę rybną mojego taty (ucha) i się doczekałam. Mmmm ten wyjątkowy smak. I ten karpik i ta kapustka z grochem, kapusta z grzybami. U taty nastroju świątecznego nie było widać, wręcz przeciwnie napięcie roznoszące się w powietrzu odczuwalne było dla wszystkich. Zawiodła babka, zawiedli moi teściowie. Od listopada byli zaproszeni na wieczerzę wigilijną i na obiad w drugi dzień świąt. Nie przyjechali, nie zadzwonili by odwołać, po prostu nie przyszli. Odebrali telefon dopiero po 20, krótko oświadczyli że nie chcieli robić tacie przykrości i wcześniej nie odwoływali wieczerzy. Nie przyjechali bo nie, bo nie chcieli robić mu kłopotów, dodatkowych wydatków czy pracy w kuchni. Zostawię to bez komentarza. Tacie było bardzo smutno i widziałam że bardzo go to bolało. Babka natomiast nie dała prawnukom nawet po cukierku, nie chciała się wykąpać. Wyobraźcie sobie 68 letnią kobietę która ostatni raz kąpała się na Święta Wielkanocne! Smród i odór uniemożliwiał nam rozkoszowanie się potrawami. Dopiero w domu poczułam ten zapach i smak zupy i karpika. Przyszłe Święta będą inne, bez babki, u mnie. Będą idealne. Ahh i najważniejsze Bartosz zrobił mi miłą niespodziankę i spał od 23 do 6 rano! Więcej takich nocek.
piątek, 23 grudnia 2011
czwartek, 22 grudnia 2011
Ehh wczoraj wolne, dzisiaj wolne a nastroju brak. Nie czuję zbliżających się Świąt. To był trudny rok, równie trudny jak wspaniały. Na podsumowania przyjdzie jeszcze pora..... Wczorajszy dzień spędziliśmy na zakupach. Bez wpadki się nie obyło. Kupa wstydu przy kasie, kiedy to nie mogłam zapłacić za zakupy kartą. Szybki telefon do dziewczyn w banku i otrzymałam info, że przecież ustaliłam sobie marny limit na transakcje bezgotówkowe. Kasjerka patrzyła na mnie jak na jakąś idiotkę, baa nawet na złodziejkę. Po 3 minutach dziewczyny zwiększyły mi limit na karcie bankomatowej i mogłam zapłacić za zakupy. Nawet rozumiem komentarze z kolejki za mną. Bo zablokowałam kasę na 10 minut. Małżon chciał coś burknąć, widziałam jak się gotuje, ja natomiast głośno wszystkich przeprosiłam za zaistniałą sytuację, bo to mój błąd. Ze względów bezpieczeństwa miałam niski limit na transakcje bezgotówkowe, nie pomyślałam że przed Świętami należało go powiększyć. Nie pomyślałam też by skoczyć do bankomatu na drugim końcu pasażu. Dzisiaj natomiast sprzątałam, sprzątałam i jeszcze raz sprzątałam. Padam z nóg. Wyszorowałam kuchnię, łazienkę, salon i przedpokój. Dotarłam do takich zakamarków o których nie miałam pojęcia. Znalazłam zbędne przedmioty które zagracały mieszkanie. Kilkanaście kursów na śmietnik i tak oto mam względny porządek w szafach. Co gorsze patrząc pobieżnie w ogóle nie widać bym sprzątała. Tu leży klocek, tam pianinko, spod komody wystaje telefon Bartka a pod stołem okruszki z chrupek Filipowych. Wracając do tytułu. Znowu nie czuję że idą święta, no może po huraganie jaki przeszedł po naszych kontach. Choinka stoi, ozdoby na swoim miejscu, świeczki świąteczne, pierniczki, wszystko jest a nastroju brak.
wtorek, 20 grudnia 2011
Jestem przeciwniczką nadmiernemu konsumpcjonizmowi. Jestem raczej minimalistką, jeżeli chodzi o kupno nowych rzeczy. No dobra mam fioła na punkcie butów i torebek o czym już nie raz wspominałam na blogu. Walczę z moim nałogiem. Ostatnią torebkę kupiłam eeeee tydzień temu? No ale ta się nie liczy bo to taka mała czarna listonoszka. Buty jak buty tych nigdy dość. Jestem jednak zdania, że im mniej zabawek tym lepiej. No i co z tego, że my prawie nic chłopakom nie kupujemy jeżeli robią to wszyscy wokoło. Co sobotę dostaję do głowy gdy przychodzi mi sprzątanie tych wszystkich zabawek. Samochodów jest chyba z dwie setki o klockach i misiach nie wspomnę. Owszem uwielbiam książeczki i tych nie żałuję ale reszta wydaje mi się zbędna. Zapowiedziałam na chrzcinach rodzinie, że na Święta nie życzymy sobie by chłopaki otrzymali stertę kolejnych niepotrzebnych zabawek. Jeżeli już to Filipowi jakieś książeczki edukacyjne, ewentualnie nowe buty śniegowce lub fajna gra edukacyjna. Bartoszkowi nic nie trzeba no może prócz śliniaczków-fartuszków. Mikołajkowe prezenty już leżą odłogiem i się kurzą. Oczywiście rodzina na Nas naskoczyła. A my twardo, bo to nasze dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej. Z prezentów na chrzest założyliśmy Bartoszkowi lokatę 10 letnią oraz kupiliśmy mu krzesełko do karmienia. Nie powiem fajnie wygląda ale tak się teraz zastanawiam czy aby na pewno jest aż tak potrzebne? Bartosz został również uraczony prezentami w postaci telefonu, gąsienicy i piramidy Prezenty fajne bo każda z tych rzeczy jest edukacyjna. Nie mniej jednak chłopaki mają tego za dużo! Zabawek przybywa a mieszkanie nie zwiększa swojej powierzchni.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Ku uciesze całej rodziny, mamy to za sobą. Tak w biegu, tak bez przygotowania (tego duchowego), ale jest. Gdyby nie wspaniały ksiądz Stefan, nie było by to możliwe. Dziękujemy za wyrozumiałość i za wspaniałą, piękną mszę. Za żarcik odnośnie imienia Bartoszka (tego drugiego). Pół Kościoła brechtała, o ministrantach nie wspomnę. Tak tak chodzi o sławne drugie imię Bartoszka czyli HIPOLIT! Chyba polubię to imię. Bartoszek podczas mszy był grzeczniutki, śpiewał razem z chórem po swojemu, zaczepiał Panie siedzące za nami. A podczas obrzędu chrzcin tak zaczepiał i zagadywał księdza aż ten zgubił wątek i musiał wspomóc się księgą. Podczas polewania głowy wodą święconą początkowo był zaciekawiony a potem śmiał się na cały Kościół. Podczas skromnego przyjęcia w restauracji był swoistym Królem. Wiedział, że to wszystko dla Niego. Mama Chrzestna jest tak oczarowana Bartoszkiem, że po cichu liczę iż niedługo sama zostanę ciocią. Tata chrzestny to wspaniały człowiek, który za prezent powinien dostać po głowie. Myślę sobie że takiego człowieka chcę za szwagra, liczę że siostra przejrzy na oczy i doceni to co ma. Podczas całego przyjęcia niestety nie popisał się mój tata. Niestety odkąd jest chory na raka nic sobie nie robi z inną chorobą na jaką cierpi a mianowicie alkoholizmem. Widać było po nim, że czeka na wódkę. Niestety my stronimy od takiego alkoholu a już tym bardziej na takiej uroczystości jak CHRZEST. Gdy przejrzałam jego myśli i stanowczo powiedziałam, że oprócz wina do toastu nie będzie nic innego stał się opryskliwy i złośliwy. No cóż, przykro nam bo ten przyśpieszony Chrzest robiliśmy głównie dla Niego. Zdjęcia z Kościoła jak odzyskam aparat.
niedziela, 18 grudnia 2011
Dziękuję wszystkim za udział w Konkursie! Szczególnie dziękuję Pani Lenie Wróblewskiej za możliwość zorganizowania Konkursu na swoim blogu. Dziękuję marce LOVELA za ufundowanie wspaniałych nagród. Dziękuję wam wszystkim za tak wielki odzew i za wspaniałe wiersze.
Początkowo myślałam, że zadanie jest zbyt trudne a co za tym idzie frekwencja będzie malutka. Haa po cichu liczyłam, że zgłosi się max 5 osóbek a tym samym wybór zwycięzców będzie prosty. Już po kilku dniach wiedziałam, że wybór będzie trudny i cieszyłam się, że całą odpowiedzialność zrzuciłam na małżonka. Ten teraz się do mnie nie odzywa bo od 3 godzin próbuje wybrać te dwa najlepsze wiersze. Z wielkim trudem po konsultacjach z Filipem i Bartoszkiem wybrali te dwa jedyne, które otrzymają nagrody. Żałują, że nagrody są tylko dwie.
Nie przeciągam, nie przynudzam. Witaaminkowa kapituła wybrała ...
madziarka19 2011/12/13 10:16:02 Zaczęło się to parę miesięcy temu, wszyscy wiemy oczywiście czemu. Była dwójka ludzi kochających, tak bardzo siebie mocno pragnących. Z tej miłości gorącej,powstał cud nasz ukochany, 9 miesięcy tak wyczekiwany. Już od pierwszych dni w naszym małym domu, nie dawał odpocząć,ale to nikomu. Mamie zadanie cudowne sprawił, mamie wiele pracy przyprawił. Każdego dnia sterta prania, sterta ogromna,nieposegregowana. I kaftaniki,śpioszki,małe też bluzeczki, spodenki,pieluszki,pluszowe kurteczki. Nie ma dla mamy dnia bez tego prania, choć mama i tak jest zabiegana. Musi to pragnie te też posegregować, żeby białych ubranek nie pokolorować. Oddziela zatem mama kochana, ciuszki malutkie od samego rana. Białe do białego,czarne do czarnego, zielone i żółte mają coś wspólnego. Z misiami,ptaszkami i bałwankami, z kokardkami czy też z samochodami. Wszystkie trzeba wrzucić do prania, dobrze,że w dal odeszła Frania. Dziś super pralki są produkowane na potrzeby maluszków nawet ustawiane. Wybierasz program ubranka chroniący, delikatny,lecz wystarczający. Ten program dobrze ubranka upierze, maluszek je chętnie więc dziś ubierze. W połączeniu pralki ze środkiem łagodnym piorącym,mięciutkim i bardzo wygodnym to pranie codziennie nie taka udręka, to pranie nie taka dla mnie już męka. Bo mi zależy bardzo kochane, mieć dziecko czyściutkie,wypielęgnowane. Mimo,że marchew,zupki i papki robię na ciuszkach dość trudne ciapki, ja sobie zawsze z nimi poradzę, do mej praleczki zgrabnie wsadzę. Dzięki łagodnym proszkom i płynom, jestem spokojną,dobrą dziewczyną. Wiem,że mój synek jest zabezpieczony nie przyjdzie wysypka z żadnej to strony. Bo najważniejsze wiedzieć w czym prać, sprawdzone środki,ich używać. ***
evelio-ciezarowka 2011/12/14 09:07:25 Mama czasem gdy tylko wstanie, ma w swojej głowie wielkie pranie, Synek nie kryje też swej radości, przed pralką w czas wirów się rozgości. W koszu z bielizną ubrania gromadnie, walczą o miejsce by nie być na dnie, znają regułę tworzoną od wieków, jasne do jasnych, ciemne do ciemnych, żadnych chusteczek, monet i ćwieków. Pierwszeństwo mają rzeczy Malucha, lecz są zbyt małe, więc nikt ich nie słucha, starsze "karierę robią po plamach", młodsze więc krzyczą: "to na nas zamach!" "Mamy też prawo do pierwszeństwa, bo dzielnie wspieramy losy Maleństwa. Nie straszne nam plamy z marchwi, buraka, lecz bez wyprania będzie draka". Na szczęście nas wszystkim mama czuwa, pajace, body przed pralkę podsuwa. Każdą rzecz do niej wkłada starannie, proszek wsypuje, płyn do płukania, START...zaczął się moment wielkiego prania. W pralce radość, wiry, zabawa, ten taniec czystości to świetna sprawa, gdy mama po cyklu pralkę otwiera, zapach świeżości się rozpościera. Suszą się teraz rzeczy Malucha, szczęśliwe, że jednak ktoś się ich słucha. Madziarkę19 i Evelio proszę o dane do wysyłki na maila: katarzynagaj@onet.eu Wszystkie wiersze i rymowanki są wspaniałe i zasługują na nagrodę, dlatego przypominam że już jutro (19 grudnia) rusza kolejna edycja programu LovelaCare
środa, 14 grudnia 2011
Bo rodzina napierała, Bo już czas, Bo chrzestnych akurat mamy w kraju, kolejny ich zjazd w sierpniu. No i postanowione.... W niedzielę chrzcimy Bartoszka. Bez przeszkód się nie obyło W naszej parafii ksiądz nie wyraził zgody na chrzest. Na początku rozmowy wszystko szło OK. do chwili kiedy zaczął wypisywać dane i zadał pytanie. Data ślubu kościelnego... Nie mamy kościelnego. Maż wyjaśnił że jest ateistą ale ze względu na mnie chce wychować synów zgodnie z religią żony. Ksiądz zamknął księgę i powiedział "Niema kościelnego, niema chrztu". Do pracy poszłam ze łzami w oczach. Uratowała mnie Grażynka. Nasz stały klient, ksiądz w pobliskiej parafii akurat nas odwiedził. Grażynka zamieniła z nim kilka zdań, jak wyszłam ze skarbca ksiądz na mnie czekał. I tak oto w niedzielę chrzcimy Bartoszka. Bez ślubu kościelnego, bez zbędnych pytań i płaszczenia się. Ksiądz Stefan jest księdzem z powołania, szanuję go jako człowieka, klienta i księdza. Chyba zmienię parafię, bo jeżeli Kościół nie chce mojego Syna to i mnie nie chce! W jeden dzień udało się załatwić chrzest, restaurację i wszelkie zakupy jak świece czy szatkę. Ten grudzień jest strasznie napięty, ślub, chrzest, rocznica ślubu, święta.... Chcę już styczeń.... P.S Zapraszam jeszcze tych ociągających się do udziału w konkursie LOVELA (klik w obrazek) ![]() |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogi o Dzieciach i nie tylko
Blogi w ciąży i o ciąży
Blogi z innej beczki
Blogi z pasją
Dla Dzieci
Kulinarne ekscesy
Pomagam
Proszę o Pomoc !
Scrapbooking
Strony które polecam
Tu sie udzielam FORA
<
![]()
![]()
![]()
![]() ![]() | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||